Zakazany owoc pod napięciem zabija

Podziel się

Kapuściński pisał, że gdyby przyjąć, iż Chińczycy nieprzerwanie, z ofiarnością budowali mury, to w rezultacie otrzyma się niezliczone ilości godzin zużytych na odgradzanie, a nie na edukację. Jeżeli zaś przyjąć, że w Ameryce Łacińskiej instaluje się tysiące kilometrów elektrycznych ogrodzeń, to otrzymamy miliony zużyte na budowanie zasiek antywłamaniowych, miliony, które w tych ubogich krajach można by przede wszystkim spożytkować na szkolnictwo, czy bój z wszechobecnym analfabetyzmem.

Gwatemala. Druty kolczaste chronią nawet ten zwykły przydrożny sklep. fot. Marcin Plewka

Gwatemala. Druty kolczaste chronią nawet ten zwykły przydrożny sklep. fot. Marcin Plewka

„Oto gdzie uchodzi energia świata. Jak bezpożytecznie!” – wygarniał Kapuściński.

Niegdyś Chińczycy obawiali się najazdu barbarzyńców, tymczasem Latynosi obawiają się obecnie napaści ze strony włamywaczy, rodzimych bandytów.

Elektryczne ogrodzenia w Ameryce Środkowej są niemal standardem. W związku z najwyższym wskaźnikiem zabójstw na świecie w honduraskim, milionowym San Pedro Sula prosperuje 70 firm, oferujących instalację ogrodzeń pod napięciem. Ceny są konkurencyjne, usługodawców jest wielu, więc na systemy zabezpieczające wielu mieszkańców Hondurasu po prostu stać.

Inaczej jest w południowoamerykańskim, brazylijskim Belem, zajmującym dziesiąte miejsce pod względem światowego współczynnika zabójstw. Tu elektryczne ogrodzenia nie są bynajmniej standardem. Tylko nieliczni, najbogatsi mogą pozwolić sobie na antywłamaniowe instalacje. „Aby podnieść poziom bezpieczeństwa, niektórzy ludzie używają i drutu kolczastego, i przewodów pod napięciem” – powiedział mieszkaniec Belem Christopher Paul.

W środę 2 stycznia doszło w 1,5-milionowym Belem do tragedii. Jak poinformowały brazylijskie media, szesnastoletni Thiago Pereira Goncalves został porażony prądem z elektrycznego ogrodzenia w dzielnicy Tapana, w chwili gdy sięgał po zawieszony na cudzej działce owoc. Właściciele posesji spędzali wówczas wakacje na brazylijskiej wyspie Marajo, „Okoliczna młodzież często zrywała owoce z tych drzew, choć wiedziała doskonale, że właścicielom posesji się to nie podoba. Celowo więc zainstalowali elektryczny przewód do ogrodzenia i ukryli go na mokrym podwórku. Chłopak go nie zauważył, nastąpił nogą i przewrócił płot” – powiedział ojczym zmarłego.

Rzecznik Zakładu Medycyny Sądowej oświadczył, że w wyniku porażenia prądem młody belemczyk zginął na miejscu. Ciało zmarłego zostało wydane rodzinie dzień później.

„Czy zrywanie owoców z cudzej działki w Brazylii jest aż tak naganne? Raczej nie. Przecież jeden owoc jeszcze żadnego właściciela nie zrujnował. Sytuacja jest skomplikowana raczej z innych względów: w Brazylii istnieje przepis prawny, nakazujący montaż tabliczek ostrzegawczych do elektrycznych ogrodzeń, jednak właściciel tej posesji podobnej informacji na płocie prawdopodobnie nie miał” – powiedział belemczyk Paul.

W czwartek 3 stycznia wieczorem – według rzecznika lokalnej straży pożarnej – została wysłana w dzielnicę Tapan jednostka gaśnicza, bowiem w płomieniach stanęła nieruchomość, na terenie której dzień wcześniej zginął szesnastoletni belemczyk. Ogień pochłonął dom, sięgając ponadto sąsiednich budynków.

Eksperci zdążyli już jednak zauważyć, że śmierć chłopca spowodowana została nieregularną instalacją przewodów elektrycznych, za co grozi właścicielowi domu zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Jeżeli natomiast zostanie udowodnione, że przewody elektryczne miały służyć jako domowa pułapka, właściciel zostanie obciążony zarzutem zabójstwa.

W trakcie pożaru w domu przebywała córka właścicieli, której jednak nic się nie stało. Brazylijka twierdzi, że śmiertelnie porażony Thiago był członkiem lokalnej grupy przestępczej, okradającej domy w dzielnicy Tapana. Poddawana jest również weryfikacji wersja sąsiadów, jakoby denat miał 2 stycznia o godz. 16 przeskoczyć płot w celu zerwania owocu acai, po czym upaść na drut i zginąć od porażenia.

„Sytuacja jest napięta. Mimo że nie udowodniono jak na razie winy rodzinie ofiary, wielu mieszkańców Belem przypuszcza, że dom został podpalony z zemsty. Rodzina cierpi, ale to przecież nie przywróci Thiago życia. Przede wszystkim właśnie jego uważam za głównego winowajcę. Po co mu było kraść te owoce?” – skomentował Christopher Paul, belemczyk.

Aktualnie trwa ustalanie przyczyn pożaru, przesłuchiwani są świadkowie. Jak dotąd nie wykluczono udziału osób trzecich.

autor tekstu: Arkadiusz Rataj

dziennikarz, korespondent LatinoAmerica.pl z Hondurasu

Facebook 

Komentarze facebookowe:

Komentarze (y)

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*