W pingwiniej krainie

Podziel się

Po porannym spacerze na punkt widokowy w Punta Arenas wracamy do domu. Jest niedziela, a w weekendy tylko w nielicznych restauracjach serwują menu. Po sobotnim obiedzie, za który zapłaciliśmy jak za zboże, a który stanął nam w gardle, decydujemy się przyrządzić sobie naleśniki.

Mirador

Po 15 pod dom Viviany podjeżdża taksówka. Zabiera nas do portu Tres Puentes, skąd odpływają statki na wyspę Magdalena, słynącą z kolonii pingwinów. Rejs trzeba rezerwować z wyprzedzeniem. Można to zrobić np. mailowo przez agencję COMAPA. W odróżnieniu od innych wycieczek oferowanych przez to biuro, w tym przypadku wystarczy podać datę i dane uczestników, płatności dokonuje się na miejscu w dniu rozpoczęciu rejsu. Koszt to 40 tys. peso (245 zł) za osobę dorosłą. Matylda płaci połowę, Wanda na szczęście podróżuje za darmo.

Wchodzimy na pokład statku Melinka

Jak przystało na wilki morskie gramy w karty

Drugi gracz na pewno ma asa w rękawie

Rejs w jedną stronę trwa dwie godziny. Można wyjść na pokład albo zasiąść wygodnie na krzesełku i obejrzeć jeden z filmów przyrodniczych o faunie i florze Cieśniny Magellana. Można również ganiać po całym statku za Wandą i wymyślać zabawy z niczego.

Melinka przybiła do Isla Magdalena

Pierwsze spotkanie z pingwinem

Pomnik przyrody Los Pinguinos

Statek wypływa z portu o 16:00, koło 18:00 przybijamy do brzegu Isla Magdalena. Późna godzina nie jest problemem. Jak przystało na tę szerokość geograficzną jest całkowicie widno, pingwiny zaś wcale nie wyglądają jakby szykowały się do snu. Spacerują swobodnie po wyspie, w tym również przez wyznaczone dla turystów ścieżki, nie boją się ludzi.


Szacuje się, że 85-hektarową wyspę zamieszkuje 58 tys. par pingwinów. Spędzają tu średnio 6 – 7 miesięcy w roku. Przypływają we wrześniu, w październiku składają jaja, z których po 40-dniach wykluwają się młode. W kwietniu odpływają – część w głąb Oceanu Spokojnego, część Atlantyckiego. Faunę wyspy uzupełniają kormorany i mewy. Podobno są również lwy morskie, ale tych nie widzimy.


Magdalena i Marta to wyspy najbardziej wysunięte na wschód w Cieśninie Magellana. Przed wiekami wyznaczały granicę kajakowych wypraw myśliwych z plemienia Kawesqar. Europejscy odkrywcy zaopatrywali się tutaj w mięso i jaja. Dziś pingwiny mogą spokojnie pływać, zajadać się anchois i wychowywać młode. Nikt już na nie poluje. Jedyna niewygoda to 20 tys. turystów rocznie którzy przyjeżdżają, by je podziwiać.

My również zachwycamy się tymi trochę majestatycznymi, a trochę pokracznymi i zabawnymi zwierzętami. Matylda jest pod wrażeniem. Schowana przed wiatrem i deszczem w nosidle Wanda wolałaby chyba być na wyspie pełnej piesków i kotków. Na Isla Magdalena spędzamy godzinę. Idziemy do położonej na wzgórzu latarni, we wnętrzu której znajduje się centrum informacyjne, a następnie z powrotem na statek. Nad wyspą górują flagi: Chile i Magallanes.


Do Punta Arenas przybijamy po 21. Zapobiegliwi Chilijczycy, jeszcze przed zejściem z pokładu zamawiają sobie taksówki. I rzeczywiście nie jest łatwo znaleźć wolne auto w porcie. Czyżby lokalni taksówkarze nie wiedzieli, że codziennie o tej godzinie kilkaset osób będzie chciało dotrzeć z oddalonego od centrum Tres Puentes do swoich pensjonatów i hoteli? Niemożliwe. Już w drodze nasz taksówkarz pyta, skąd przypłynęliśmy. „Z Isla Magdalena” – odpowiadam. „Nigdy tam nie byłem.”. Przypomina mi się góralka handlująca na Krupówkach, która nie była na Gubałówce.

autor tekstu: Ola Plewka – Szmigiel

politolog, latynoamerykanistka, podróżniczka, pilot wycieczek i przewodnik po Warszawie

Komentarze facebookowe:

Komentarze (y)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*