W drodze do Meksyku, żegnamy Kubę

Podziel się

Wylatujemy bez najmniejszych problemów z kraju, z którego mimo największych chęci nie mogą wydostać się miliony. Dla nas Kuba była miłą przygodą, dla wielu z jej mieszkańców jest po prostu więzieniem.

Praktycznie każda osoba, którą poznaliśmy lepiej zdradzała nam swój, mniej lub bardziej skrystalizowany plan ucieczki. Dla wielu plan ten pozostanie tylko w sferze marzeń. Na szczęście istnieje duża szansa, że część z nich doczeka zmiany systemu. Pytanie tylko, co nastąpi potem? Czy wybuchną zamieszki i po kraju rozleje się przemoc, na wzór innych krajów latynoamerykańskich, czy ludzie którzy teraz podróżują obok siebie na pace ciężarówki, nie rzucą się sobie do gardeł? Czy nadal będzie to raj dla turystów, którzy niczym święte krowy mogą wejść prawie wszędzie, bez większych obaw że coś im się stanie? Chcielibyśmy wrócić na Kubę za parę lat, już po zmianie, może spotkać starych znajomych i zobaczyć jak sobie ułożyli życie. Cieszę się bardzo że udało mi się to wszystko zobaczyć.

Nie tylko Hawana, cała Kuba jest tak bardzo magiczna, mimo że tak wymęczona latami socjalizmu. Ale paradoksalnie po części przez ten rujnujący system wydaje się odwiedzającym ją właśnie taka magiczna. Bo jest po prostu inna. Niewielu podróżników decyduje się na takie jak my poznawanie Kuby. Po dwóch tygodniach czuliśmy się naprawdę zmęczeni jedzeniem syfu, wszechogarniającym brudem, oddychaniem dusznym powietrzem, przesiąkniętym zapachem śmieci, ostatnimi dwiema nocami w pół-slumsach. Ale dzięki temu mogliśmy, mam nadzieje, trochę lepiej zrozumieć ten niesamowity kraj.

 
Dalszy ciąg naszych przygód odnajdziesz w Dzienniku podróży z Meksyku tutaj: Wkraczamy w strefę Hospitality

 
Trasa wyprawy na Kubie:


 

autor tekstu: Ola Plewka – Szmigiel

politolog, latynoamerykanistka, podróżniczka, pilot wycieczek i przewodnik po Warszawie

Komentarze facebookowe:

Komentarze (y)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*