Tęcza nad Cieśniną Magellana

Podziel się

Po 18 – tej lądujemy w Punta Arenas. Jest 10 stopni i lekki wiatr, trochę pada. Na lotnisku taksówkarze oferują przejazd do miasta za 10 tys peso (62 zł), wszyscy podają tę samą z góry ustaloną stawkę. Jest to bardzo charakterystyczne dla Chile i może być zaskoczeniem dla osoby podróżującej wcześniej do innych latynoamerykańskich państw. W Limie na przykład cena przejazdu z lotniska do centrum od wyjściowej redukowana była zazwyczaj przez chcącego zachęcić klientów kierowcę nawet o połowę. Tutaj nic takiego nie ma miejsca. Nie chcą targować się również sprzedawcy pamiątek, a agencje oferujące wycieczki nie są skłonne do obniżenia ustalonej stawki, nawet pod wpływem argumentu, że jesteśmy rodziną i zamawiamy kilka usług. Nie pozostaje nic innego, jak tylko to zaakceptować.

 

Dom Viviany a tuż obok dom gościnny

Dziewczynki bawią się z córką gospodyni

W Punta Arenas nie mamy hosta, ale domek wynajęty na cztery noce przez stronę Airbnb. W Chile, a szczególnie na południu ceny zakwaterowania są wysokie. Pokój z łazienką i śniadaniem dla naszej rodziny w najtańszym hostelu to koszt przynajmniej 350 zł za dobę. Korzystniej wychodzi wynajęcie całego dwupiętrowego domku z aneksem kuchennym, dwiema sypialniami i łazienką. Gospodynią jest sympatyczna Viviana, która mieszka w domu tuż obok z mężem i dwójką dzieci. Ogród jest wspólny, będzie więc później okazja do zabawy Matyldy, Wandy i 4 – letniej Cataliny. Zdecydowana większość budynków w Magallanes jest drewniana, pomalowana na żywe, ciepłe kolory. Można również spotkać gdzieniegdzie rdzewiejące konstrukcje z blachy falistej.

Widok na miasto z punktu widokowego

Nasz domek też jest drewniany, ogrzewany gazowym piecykiem. Wieczorem robi się ciepło i przyjemnie. Na południu Chile dzień może łatwo pomylić się z nocą. W lecie praktycznie przez 20 godzin jest widno. My także korzystając z długich dni kładziemy się spać dosyć późno. W aneksie kuchennym szykujemy kolację i śniadanie.
Cały następny dzień poświęcamy na spacery po Punta Arenas, stolicy prowincji Magellanes, odciętej od pozostałej części Chile. Można tu dojechać drogą lądową, ale tylko przez Argentynę. Inne rozwiązanie to przelot lub czterodniowy rejs statkiem z Puerto Montt. Mówi się, że izolacja wpłynęła znacznie na charakter tego regionu i jego mieszkańców.

Do Warszawy jedynie 14 tys kilometrów

Miasto położone jest nad Cieśniną Magellana. Ten portugalski żeglarz podróżujący pod hiszpańską banderą dotarł tu jako pierwszy Europejczyk w pierwszej połowie XVI wieku. Na głównym placu wznosi się jego pomnik. Odkrywca spogląda z góry na rdzennych mieszkańców tego regionu. Turyści robią sobie zdjęcia w charakterystycznej pozie: całują potężną stopę Indianina. Podobno właśnie od słowa „pata” (hiszp. stopa, łapa), pochodzi nazwa Patagonia. Hiszpanie byli pod wrażeniem postury i dużych stóp grupy etnicznej Tehuelches.

Kto pocałuje stopę Indianina, ten wróci do Punta Arenas

Przez kolejne trzysta lat od przybycia Magellana pozostawiono ten niezbyt przyjazny skrawek Ameryki Południowej w spokoju. Dopiero w połowie XIX wieku chilijski prezydent Manuel Bulnes ogłosił, że ziemie wokół Cieśniny Magellana, Patagonia oraz Ziemia Ognista należą do Chile. Od tego momentu zaczęli przybywać tu kolejni osadnicy. W 1843 założono Fort Bulnes, a w pięć lat później Punta Arenas. Nazwiskiem tego prezydenta nazwano nie tylko pierwszą osadę, ale również główne ulice w Punta Arenas, Puerto Natales, restauracje czy nawet hostel.

Tęcza nad Cieśniną Magellana

Matylda nad Cieśniną Magellana

Wanda nad Cieśniną Magellana

Wznoszące się przy głównym placu budynki i pałace są najlepszym świadectwem rozwoju i bogactwa tego miasta. Aż do momentu powstania Kanału Panamskiego Punta Arenas była największym i najważniejszym portem w tej części świata. Do rozkwitu regionu Magellanes przyczyniła się również w dużym stopniu zapoczątkowana pod koniec XIX wieku hodowla owiec. Jeden z głównych pomników w mieście przedstawia właśnie pasterza ze swoim stadem.

Pałac Sary Braun

Pasterz owiec z powiększonym stadem

Kolejnym ważnym wydarzeniem już z połowy XX wieku było znalezienie potężnych złóż ropy naftowej. Dziś ropy już praktycznie nie ma. Wydobywa się za to nadal gaz, a gospodarkę napędza również produkcja metanolu (mieści się tu jeden z największych zakładów produkcyjnych na świecie) oraz turystyka. Punta Arenas mimo gorszych okresów i ekonomicznych kryzysów nadal jest w czołówce chilijskich miast jeśli chodzi o dochód na mieszkańca i średni poziom życia. Spotkaliśmy tutaj dużo osób, które przybyły w poszukiwaniu pracy między innymi z wyspy Chiloe.

Z pingwinkiem

Dokąd ten most?

Ceny – pamiątek czy jedzenia w restauracji są tu często wyższe niż w Santiago. W stolicy nie mieliśmy dużego problemu ze znalezieniem menu w przyzwoitej restauracji za 3 – 4 tys peso (18 – 24 zł). Tutaj musimy się już liczyć z wydatkiem rzędu 5 – 6 tys.(30 – 36 zł) za zestaw obiadowy. Dania z karty to koszt między 7 a 12 tys. (42 – 74 zł). Co gorsza, wysoka cena wcale nie oznacza smacznego jedzenia.

Toaleta w La Luna

La Luna: Dzieci, które biegają i krzyczą zostaną sprzedane jako niewolnicy

Dwa razy trafiliśmy w Punta Arenas na naprawdę podły obiad, w tym raz w restauracji z pięknym, klimatycznym wystrojem. Dobrze i w miarę tanio zjedliśmy za to w stylowej restauracji La Luna przy ulicy Bernardo O’Higgins. Lokalny specjał to sopa de centella – zupa z jaskrawoczerwonych krabów.

W restauracji La Luna

Punta Arenas ma piękne murale nadające klimat szczególnie nadmorskiemu deptakowi. Słońce przeplata się z deszczem i wiatrem, czego efektem są niezwykłe tęcze.

XIX wieczne Punta Arenas na muralu

Zagubione w porcie na końcu świata

Szymon postanowił zmienić towarzystwo

autor tekstu: Ola Plewka – Szmigiel

politolog, latynoamerykanistka, podróżniczka, pilot wycieczek i przewodnik po Warszawie

Komentarze facebookowe:

Komentarze (y)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*