Popijając colitę w fabryce czekolady

Podziel się

Po trzech godzinach podroży autobusem dojeżdżamy do Riobamba. Pukamy do drzwi domu Fabiana – brata Marii Violetty, który zaoferował nam swoją gościnę. Jeszcze nie wiemy o tym, że ten dwupiętrowy budynek o ładnej, starodawnej fasadzie stanie się naszym Prawdziwym Domem na następne dwa dni. Witają nas – Fabian, jego żona Maria i dwójka dzieci – Esteban, lat 11 oraz Izaak, lat 9. Później pojawi się również najstarszy syn, 17 – letni Nicolas.

Fabian z najmłodszym synem Izaakiem.

Fabian z najmłodszym synem Izaakiem.

Jest tu zupełnie inny klimat niż w domach hospitality. Dla tej rodziny jesteśmy prawdopodobnie pierwszymi obcokrajowcami, jakich mieli okazję gościć. Szczególnie dla dzieci stanowimy olbrzymią atrakcję.
Czy to dzieje się naprawdę, czy nagle znaleźliśmy się w środku jakiejś pięknej baśni? Maria podaje nam po wielkim kawałku ciasta czekoladowego, a na dokładkę jeszcze po czekoladowym lizaku. Okazuje się, że trudni się ona produkcją czekoladek! Dzieci są miłe i mądre, jak na swój wiek niesamowicie elokwentne. Są nami bardzo zainteresowane i zadają tysiące pytań.

Maria, Izaak i my - para obcokrajowców, których potraktowano jak członków rodziny lub bliskich przyjaciół.

Maria, Izaak i my – para obcokrajowców, których potraktowano jak członków rodziny lub bliskich przyjaciół.

Pełni czekolady i coli (warto nawiasem wspomnieć, że Coca – Cola jest ulubionym napojem Fabiana i przez cały pobyt tutaj będzie nam towarzyszyło to jedno zdanie wypowiadane z niesamowitą wręcz czułością przez tego przesympatycznego człowieka: ¨Napij się colity!¨) zostajemy zaprowadzeni na górę. Oddają nam pokój Nicolasa, teraz przez kolejne trzy noce chłopcy będą się gnieździć w jednym malutkim pokoiku, żebyśmy mieli własne łóżko. Klimat tego miejsca przywodzi nam na myśl wspomnienia z dzieciństwa. Pokoik wygląda tak jak tysiące chłopięcych pokoików w polskich blokowiskach – tapeta cała pozaklejana plakatami samochodów i dziewczyn, mnóstwo bibelotów, szuflady i pudla kryjące tysiące tajemnic. Jedną z nich odkrywa przed nami Maria, wysypując na pościel zawartość zakurzonego kuferka. Pokazuje nam kolekcję monet (która zostaje zaraz wzbogacona o monety polskie i kostarykańskie) oraz stare lalki. Dzieci przynoszą figurki z Toy Story, Esteban chce nam na pamiątkę podarować swoje samochodziki! Tyle od tych ludzi bije naturalności, dobroci i ciepła.

 

autor tekstu: Ola Plewka – Szmigiel

politolog, latynoamerykanistka, podróżniczka, pilot wycieczek i przewodnik po Warszawie

Komentarze facebookowe:

Komentarze (y)

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*