Plaża, słońce i ostrygi

Podziel się

Dziś wita nas słońce i od razu robi się lżej na duszy. Dziewczynki wychodzą do ogrodu i zwiedzają gospodarstwo. Chcemy dostać się do Ancud i zgodnie z radą naszych gospodarzy, zamiast jechać do głównej drogi, podążamy szutrem na wschód w stronę wybrzeża. W ten sposób można dotrzeć do miasta od drugiej strony trasą dłuższą, ale za to malowniczą. Była to znakomita decyzja, już wkrótce ze stromego zbocza możemy obserwować piękny widok na Pacyfik. Jakby specjalnie dla nas przy drodze jest przyjemna kawiarnia z kącikiem zabaw dla dzieci i tarasem, z którego można robić zdjęcia.

Słonecznie, radośnie…

Widok na Pacyfik

Nieopodal od kawiarni znajduje się zejście na plażę – dziką, szeroką, piaszczystą i kompletnie pustą. Jest tak pięknie i słonecznie, że mogłabym rozłożyć koc i spędzić tu resztę dnia. Zdejmujemy buty i moczymy nogi. Można by się nawet skusić na kąpiel. Idyllę psuje wywrotka Wandy zakończona kompletnym zamoczeniem się i utytłaniem twarzy w piasku. Nie ma jej nawet czym wytrzeć, trzeba wracać do auta.

Wkrótce kontynuujemy podróż w stronę Ancud. Dawna stolica nie jest może tak ładna jak Castro, ale również można znaleźć tu interesujące miejsca. Zaglądamy do Muzeum Kościołów Chiloe, umiejscowionego w… kościele właśnie. Na wyspie jest około 150 drewnianych kościołów i kaplic, w większości wybudowanych w czasach intensywnej jezuickiej ewangelizacji. Kilkanaście zostało wpisanych na listę UNESCO i są to prawdziwe perełki architektury, które zdecydowanie dodają uroku i tak już pięknym krajobrazom wyspy.

Domy w Ancud

Jeden z eksponatów w Muzeum Kościołów Chiloe

W Ancud mamy również okazję skosztować najsłynniejszego lokalnego dania, czyli curanto. Jest to niezwykła mieszanka różnych rodzajów mięsa oraz owoców morza, pieczonych w ziemnym palenisku. Rozłupujemy kolejne muszle i delektujemy się smakiem uwędzonych mariscos. Dla Wandy i Matyldy zamawiamy wszechobecną cazuelę, która to jednak potrawa zaczyna już wychodzić dziewczynkom bokiem. Z większym entuzjazmem zjadają frytki z keczupem.

Curanto

Dalszy ciąg przygody kulinarnej, to wyprawa do nadmorskiej wioski Caulin, by skosztować najlepszych na wyspie (a może i w całym Chile!) ostryg. To dla mnie pierwsza w życiu okazja, by spróbować tego wykwintnego mięczaka, któremu przypisuje się właściwości afrodyzjakalne. Pierwsza i chyba ostatnia, bo ostrygi nie przypadły mi do gustu. Szymon jest za to zachwycony i wysysa prędko wszystkie pozostałe muszle.

Słynące z ostrygowych farm Caulin

Przed restauracją serwującą ostrygi

Ostras de Caulin

Odwiedzamy jeszcze małe malownicze miasteczko Chacao, gdzie niespiesznie poniedziałkowe popołudnie przemienia się w wieczór. Wracamy na ostatni już nocleg do Agroturismo Chepu. Mam nadzieję wrócić kiedyś jeszcze na Chiloe, miejsce które w tej podróży podobało mi się najbardziej.

Malownicze Chacao

 

autor tekstu: Ola Plewka – Szmigiel

politolog, latynoamerykanistka, podróżniczka, pilot wycieczek i przewodnik po Warszawie

« poprzedni post
 

Komentarze facebookowe:

Komentarze (y)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*