Leon. Rzeczy mniej i bardziej przyjemne… i te całkiem straszne…

Podziel się

Wyjeżdżamy z Hondurasu, który na siłę chciał nas u siebie zatrzymać dzień dłużej. Z granicy z Nikaraguą zabierają nas Salwadorczycy, aż pod sam Leon, stamtąd natychmiast łapiemy stopa do samego centrum miasta. Od razu dochodzimy do wniosku, że Nikaraguańczycy są przemili. Gorsze wrażenie robi na nas infrastruktura drogowa tego najbiedniejszego w Ameryce Środkowej kraju, „autostrada” od granicy była naprawdę straszna.

Leon okazał się przepięknym kolonialnym miastem z imponującymi budynkami, wśród nich – największa w Ameryce Środkowej katedra, wybudowana między XVIII i XIX wiekiem. Niestety wiele z zabytków po prostu się sypie…Zanim jednak rozpoczęliśmy zwiedzanie, udaliśmy się do kolejnego polecanego prze Lonely Planet hostelu – Via Via. Tym razem nie zawiedliśmy się, było to rzeczywiście wyjątkowo fajne miejsce, ale o tym jeszcze później.
Zostawiliśmy bagaże i skiwerowaliśmy pierwsze kroki na pobliski bazar w poszukiwaniu taniego jedzenia. Po paru minutach siedzieliśmy już na krzesłach przy jednym z bardziej okupowanych barków, zamówiliśmy ryż z fasolą i kurczakiem. Miła pani podała nam posiłek, do którego zaraz z apetytem się zabraliśmy. Po chwili ktoś puknął mnie w ramię. Odwróciłam się. Obok stał mały chłopiec z wiadrem w rękach. „Jestem głodny” – powiedział, wskazując wymownie na nasze talerze i na swój pusty pojemnik. Chciał, żeby przełożyć mu tam część jedzenia. Po prostu mnie sparaliżowało… Do tej pory nieodłącznym elementem każdego posiłku były wychudzone żebrzące o jakiś ochłap psy… Tutaj o jedzenie żebrały dzieci… Dla Marcina najbardziej`przerażającym do tej pory widokiem był czołgający się na dworcu w San Salwador beznogi mężczyzna, dla mnie najgorsze było właśnie to, co zobaczyłam na tym nikaraguańskim bazarze…

Wieczorem klimat zupełnie z innej beczki. Via Via pełen podróżników. Litrowe piwo za mniej niż dolara i niezła sztuka kukiełkowa wystawiana dla gości hostelu przez pewnego Chilijczyka podróżującego od Ziemi Ognistej aż do Kanady. Po przedstawieniu olewamy nudnawych trochę podróżników i rozpoczynamy szaleńczą grę w piłkarzyki z miejscowymi chłopakami. Polska bez litości pokonuje drużynę Nikaragui! To chyba najprzyjemniejszy moment dnia.

autor tekstu: Ola Plewka – Szmigiel

politolog, latynoamerykanistka, podróżniczka, pilot wycieczek i przewodnik po Warszawie

Komentarze facebookowe:

Komentarze (y)

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*