W Forcie Bulnes wieje wiatr historii

Podziel się

Drugiego dnia pobytu nad Cieśniną Magellana mamy zarezerwowaną pół-dniową wycieczkę do Fortu Bulnes. Jej koszt od osoby to ponad 90 zł, drugie tyle trzeba zapłacić za wstęp do Parku Narodowego. Fort położony jest 50 km od miasta. Oprócz nas w minibusie podróżuje jeszcze dwóch Chilijczyków z Santiago. Na miejscu wycieczki z różnych agencji łączą się w jedną grupę, którą prowadzi hiszpańskojęzyczny przewodnik.

Pochmurny dzień w Forcie Bulnes

Armaty wymierzone w Cieśninę Magellana

Budowa fortu w 1843 roku to wdrożenie w życie koncepcji prezydenta Bulnesa – kolonizacji południa. Osadnicy spędzili tutaj zaledwie pięć lat. Ze względu na niesprzyjające warunki klimatyczne w 1848 roku postanowili założyć miasto w innym miejscu. W ten sposób powstała Punta Arenas. Opuszczony fort uległ zniszczeniu, to co dziś można oglądać to rekonstrukcja wykonana w 1943 roku.

Roślinność Parku Narodowego Ciesniny Magellana

My z roślinnością w tle

Spacer przez „wietrzny las”

Przewodnik opowiada nam o historii miejsca, a następnie można się przespacerować po ścieżkach „wietrznego lasu” do punktu widokowego, położonego nad samą cieśniną.  Rozciąga się stąd widok na pobliskie wyspy między innymi na Isla Dawson. To miejsce związane z ważnymi wydarzeniami chilijskiej historii – zarówno tej dawnej, jak i całkiem współczesnej.

Zwiedzanie fortu

Pod koniec XIX – wieku salezjanie zorganizowali na wyspie misję, do której wysyłano ocalałych z rzezi Indian. Zanim przybyli tu biali, Magallanes zamieszkiwały przynajmniej cztery plemiona: groźni Tehuelches (Aonikenk), nomadowie polujący na lwy morskie Alacalufes (Kaweskar), łowcy guanako Onas (Selk’nam) oraz żeglarze po wodach Kanału Beagle Yaghanes (Yamanas). Od połowy XIX wieku aż do początków XX wieku miała miejsce eksterminacja rdzennych mieszkańców. Wskutek polowań na ludzi, populacja zamieszkujących ten region Indian Selk’nam zmniejszyła się z około 3 tys. do zaledwie 500. Salezjańskie misje miały ochronić tubylców, w rzeczywistości stały się ich cmentarzyskiem. Zarażeni wirusem grypy umierali w zatrważającym tempie. Obecnie już tylko nieliczni mieszkańcy Magellanes mają indiańskie pochodzenie.

Indianie Selknam

Dziś tradycje i zwyczaje ludu Selk’nam to motyw przewodni pamiątek z Punta Arenas. Indianie malowali ciała w charakterystyczny sposób, a na głowę zakładali drewniane maski. Figurki z Selk’nam, pocztówki, malowidła, a nawet wisiorki i kolczyki można nabyć praktycznie w każdym sklepie. To smutne, ale tyle pozostało po rdzennych mieszkańcach tych ziem.

Charakterystyczne ozdabianie ciał

Isla Dawson to nie tylko dawne indiańskie cmentarzysko, ale również miejsce obozu koncentracyjnego, wybudowanego za czasów dyktatury Pinocheta. Jego twórcą był zbiegły z hitlerowskiej rzeszy nazista Walter Rauff. W czasie II wojny światowej był odpowiedzialny za wyposażenie obozów min. Auschwitz w komory gazowe. Obóz na wyspie Dawson działał pomiędzy rokiem 1973 i 74 i przewinęło się przez niego około 400 osób, wśród nich ministrowie rządu Salvadora Allende.

Punkt widokowy nad Cieśniną Magellana

Popołudnie spędzamy w Punta Arenas. Zwiedzamy wspaniały Cementerio Municipal, który porównuje się nawet z la Recoleta w Buenos Aires. Znajdują się tutaj wspaniałe nagrobki najmożniejszych rodów takich jak Braun czy Menendez, mauzolea wystawiane przez lokalną społeczność włoską, serbską, chorwacką czy niemiecką. Jest również pomnik poświęcony rdzennej ludności .  Pozostała część cmentarza to proste nagrobki, wśród nich kolumbarium – piętrowa budowla, w której umieszcza się urny z prochami.

Cementerio Municipal

Kolumbarium

Po cmentarzu biegają bezpańskie psy. Jeden wyczuwa kurczaka, którego wzięliśmy na wynos z restauracji i ku uciesze Wandy idzie za nami aż do samej bramy. Częstujemy go w końcu, co skutkuje tym, że już zupełnie nie chce się z nami rozstać. Psy w Chile są niczym gołębie. Pełno ich na ulicach – ganiających, bawiących się, węszących czy śpiących. Są w parkach, na dworcach, przy wejściach do muzeów, sklepów i restauracji. Nikt zdaje się nie zwracać na nie uwagi (oprócz Wandy, która jest zachwycona i każdego chce pogłaskać), a one zachowują spokój. Może i są bezpańskie i brudne, ale chyba radzą sobie nieźle, bo na wychudzone wcale nie wyglądają.

Dom pomalowany w indiańskie motywy

Zbliża się wieczór. Matylda nawiązała znajomość z córką sklepikarza Esperanzą. Kupujemy jajka i na kolację jemy jajecznicę. Dobrze i spokojnie śpi się w domu Viviany.

autor tekstu: Ola Plewka – Szmigiel

politolog, latynoamerykanistka, podróżniczka, pilot wycieczek i przewodnik po Warszawie

« poprzedni post
 
następny post »

Komentarze facebookowe:

Komentarze (y)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*