Dziś opuszczamy piękny kraj naprawdę kochanych ludzi!

Podziel się

Pakujemy namiot, czekamy aż wyschną nam wszystkie rzeczy i ruszamy na piechotę w stronę głównej drogi, po 15 minutach marszu docieramy. Niestety do stacji benzynowej mamy kolejne 15 minut wędrówki. Postanawiamy zjeść coś w przydrożnym barze. Mają bułki z kurczakiem po 10 peso. Zamawiamy cztery. Obok nas je jakiś facet. Patrzę na stację benzynową po drugiej stronie drogi, myślę sobie szkoda, że nie jest ona po tej właściwej stronie…

Oleńka, zobacz z tej stacji czasem samochody jadą do Chetumal, w naszą stronę. O zobacz, na przykład ten tir. – mówię. Na to moja nieprzeciętnie inteligenta siostra: Jasne Marcin. Zobacz tir jest pusty, a czy czasem ten człowiek, co je obok nas to nie jego kierowca?

Błysk w oku, uśmiech na twarzy. No to go zagadujemy. Standardowa gadka, ale po raz piewszy w barze przy jedzeniu. Czy jedzie pan w stronę Chetumal? Jadę do Ciudad Mexico, ale przejeżdżam obok Chetumal. Czy może pan nas zabrać? Chwila wahania, powtarzam pytanie. W końcu pada niepewne „tak”. No to jedziemy. Z tira wysiadamy około 15 kilometrów przed granicą. Dwa kolejne stopy i już jesteśmy na granicy z Belize. Meksykanin, który nas wziął zatrzymuje się nagle przy punkcie kontroli granicznej, gdzie stoi kolejka Amerykanów do otrzymania stempelka i pewnie też uiszczenia opłaty wyjazdowej w wysokości 20 dolarów. Ola stoi w kolejce, ja jednak pytam naszego kierowcę czy będzie jeszcze dalej jakaś kontrola. Odpowiada, że raczej nie.  Ola wycofuje się z kolejki i prosimy go, żeby jechał dalej. Mijamy wszystkie budki bez zatrzymywania, bo facet jedzie do strefy wolnocłowej. 40 dolarów zostało w kieszeni. Żegnamy Meksyk i przed oczami ukazuje się nam znak Welcome to Belize. Czas na poznanie nowego kraju.

Po ponad trzech tygodniach pobytu w Meksyku naprawdę z żalem opuszczamy ten kraj. Jakże inny jest on od Kuby. Mnie osobiście zaskoczył bardzo pozytywnie prawie pod każdym względem. Czułem się tu bardzo bezpiecznie, ceny były takie jak w Polsce, stop funkcjonował genialnie, szczególnie na Jukatanie, gdzie nie wydaliśmy ani grosza na autobusy. W wielu miejscach spaliśmy u wspaniałych ludzi z Hospitality, którzy dużo serca włożyli w to, żeby pokazać nam Meksyk z jego najlepszej strony.

Meksyk to kraj wielkich amerykańskich samochodów, pięknych rezydencji, dość dobrych dróg i bardzo drogich płatnych autostrad. Są i malutkie sklecone z byle czego domki, ale tych nie jest wcale tak dużo jak mogłoby się wydawać. Ciekawostką jest to, że w wielu miejscach ludzie wolą spać w hamaku. Na przykład na Jukatanie 80% ludzi śpi w hamakach mimo, że obok stoi wygodne łóżko. Dla nas to niepojęte. Zaskoczyło nas również to, że tak wiele osób posługuje się rdzennymi językami maja.

Znajdź Chetumal na mapie:

 

W Meksyku mieszka bardzo wielu po prostu dobrych ludzi i życzę każdemu podróżnikowi, żeby właśnie takich spotykali na swojej drodze. Nam pomagano w wielu sytuacjach. Pozwalano nam wielokrotnie napełnić baniak z wodą pitną w płatnej restauracji, kierowcy częstowali nas jedzeniem, angażowali się w pomoc przy znalezieniu kolejnego stopa. Mogliśmy tez liczyć na policję. Wskazywała drogę, jeśli o to zapytaliśmy, ale nigdy sama nas nie zaczepiała, jak to często się dzieje kiedy się podróżuje z plecakiem po Ukrainie, Włoszech czy Francji.

Najbiedniejsze stany to Oaxaca i Chiapas, gdzie wszechobecne są malutkie ciężarówki z ławeczkami z tyłu, służące za taksówki. Znikają one jednak gdy zbliżymy się do Puebli lub udamy się w stronę Jukatanu. Oaxaca to najtańsze miejsce z przez nas odwiedzonych, a najpiękniejszą plażą jest Zipolite, niedaleko Puerto Angel na wybrzeżu Pacyfiku. Jukatan to najlepsze miejsce do łapania stopa. Wielu ludzi mówiło nam, że łatwo nam się stopuje bo jesteśmy z Polski, a wszyscy tu pamiętają papieża i sympatia do niego przekłada się na stosunek do nas.

Spotykaliśmy się z różnymi ciekawymi wypowiedziami. Na imprezie w Cancun jeden pijany Meksykanin wykrzykiwał: Na tym świecie nienawidzę dwóch rzeczy: rządu tego chuja Castro na Kubie i Niemców! Pytam się, czemu Niemców. A on na to, że to rasiści i nienawidzą wszystkich Latynosów.

Opuszczamy ze smutkiem Meksyk, ale ja jestem pewien że tu wrócę. Chętnie też zobaczyłbym meksykańskich przyjaciół w Polsce, w moim domu.

Dalszą część naszych przygód znajdziesz tutaj…

autor tekstu: Ola Plewka – Szmigiel

politolog, latynoamerykanistka, podróżniczka, pilot wycieczek i przewodnik po Warszawie

Komentarze facebookowe:

Komentarze (y)

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.