Déjà vu w Ameryce Środkowej?

Podziel się

Następnego dnia ruszamy już w stronę Peru. Znowu jedziemy okropnym autobusem ( za 8 dolców), w którym tuż przed granicą mamy wrażenie ze kipniemy z duchoty i gorąca. W sumie aż 8 godzin jazdy! Odległości południowoamerykańskie dają nam się mocno we znaki… Służba graniczna przegląda swoje opasłe zeszyty, żeby w końcu dojść do wniosku, że POLACY JEDNAK WIZY DO PERU NIE POTRZEBUJĄ!

Bienvenidos en Peru!/ fot. Marcin Plewka

Bienvenidos en Peru!/ fot. Marcin Plewka

Wjeżdżamy do najpiękniejszego ponoć kraju na naszym szlaku i co widzimy…? Pustynię i śmieci. Wzdłuż drogi co jakiś czas pojawiają się sklecone naprędce biedne domki. Okno mamy otwarte, więc czujemy również zapach tego owianego podróżniczymi legendami kraju. Zdegustowany nieco Marcin określa to w trzech słowach – ¨smród, bród i ubóstwo!¨

Taki widok dominuje na północy Peru wzdłuż Panamericany/ fot. Marcin Plewka

Taki widok dominuje na północy Peru wzdłuż Panamericany/ fot. Marcin Plewka

Po kilku godzinach wjeżdżamy do miejsca naszego przeznaczenia – do Piury. Jest 15 stycznia – dziś mój drogi brat kończy 34 lata. Wszyscy Peruwiańczycy muszą więc wziąć na to poprawkę i wybaczyć mu te niepochlebne słowa pod adresem swojego kraju, które padły, kiedy solenizant wychylał się przez okno autobusu dojeżdżającego do dworca w Piurze: ¨I w tym syfie mam spędzić swoje urodziny?! Brzydotę tego miejsca mogę porównać chyba tylko z Tegucigalpą!¨ (w tym miejscu o wyrozumiałość proszę również mieszkańców Hondurasu).

Piura nas nie zachwyciła, choć główny plac ma ładny/ fot. Marcin Plewka

Piura nas nie zachwyciła, choć główny plac ma ładny/ fot. Marcin Plewka

Tak naprawdę mamy wrażenie jakbyśmy powrócili nagle do Ameryki Środkowej. Ekwador to zupełnie inny świat, który został daleko, daleko za nami. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć tego, że w Peru PKB na osobę jest większe niż u północnego sąsiada… Te dwa kraje różnią się na pierwszy rzut oka niczym niebo i ziemia. Tutaj roztacza się przed nami znajomy skądinąd krajobraz – niskie, bylejakie domy, ulice, których każdy metr kwadratowy wypełniony jest ludźmi, hałasem i brudem… Jeden koło drugiego pomykają rozwrzeszczane autobusiki, niczym roje pszczół przemieszczają się żółte taksówki, śmigają zwinne mototaxi.

Pomnik Francisco Pizarra/ fot. Marcin Plewka

Pomnik Francisco Pizarra/ fot. Marcin Plewka

Mototaxi właśnie łapiemy, żeby dostać się do hotelu. Od tej pory stanie się to nasz ulubiony środek transportu, tani i szybki. Za nas dwoje płacimy 1,5 sola (równowartość 1,5 złotego). Zaraz potem czeka nas kolejna miła niespodzianka – duży, ładny pokój w hotelu dostajemy za 15 złotych! Może Peru jednak nie jest takie złe…

Wychodzimy na miasto i z trudem odnajdujemy coś interesującego. Piura to najstarsze kolonialne miasto w Peru – pierwsze ufundowane przez Pizarra. Pomnik konkwistadora stoi obecnie w nieciekawym parku nieopodal czegoś, co przewodnik Lonely Planet nieco na wyrost nazywa rzeką… Stan wody jest akurat baaardzo niski.

Rzeka Piura/ fot. Marcin Plewka

Rzeka Piura/ fot. Marcin Plewka

Przy głównej ulicy znajdujemy całkiem miły bar, w którym możemy litrowym pysznym piwem wznieść toast za zdrowie mojego brata! Centrum Piury nocą wygląda nawet ładnie.

autor tekstu: Ola Plewka – Szmigiel

politolog, latynoamerykanistka, podróżniczka, pilot wycieczek i przewodnik po Warszawie

Komentarze facebookowe:

Komentarze (y)

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*