Czy Dawid pokona Goliata? Już jutro wybory w Wenezueli

Podziel się

Oto jedne z najważniejszych wyborów prezydenckich w Ameryce Łacińskiej! Dla jednych to starcie socjalizmu z demokracją, Dawida z Goliatem. Dla innych wybór pomiędzy burżuazją a ludem, wojną domową a pokojem.

Czy Wenezuela ma szansę przestać być czerwona?/ fot. Liliana Sharma

Chavez – „serce ojczyzny”

Hugo Chavez ubiega się o trzecią reelekcję. Ma 58 lat i poważne problemy ze zdrowiem, ale jego ambicją jest porządzić krajem chociaż przez kolejne sześć lat. Przypomnijmy krótko, kim jest ten przywódca „boliwariańskiej rewolucji”. To wojskowy, spadochroniarz, który w 1992 stanął na czele zamachu stanu przeciwko ówczesnemu prezydentowi Carlosowi Andresowi Perezowi. Trafił za to na dwa lata do więzienia, ale w zamian zyskał rozgłos i już w 1998 jako lider „Ruchu Piątej Republiki” wygrał wybory prezydenckie większością 56% głosów.

Chavez jest wszędzie… w telewizji, na plakatach, na graffiti, na koszulkach/ fot. Liliana Sharma

Od razu zabrał się do zmiany konstytucji. Nowy projekt został przyjęty w referendum w 1999 roku. Carta Magna przechrzciła Wenezuelę na „Boliwariańską Republikę”. W ten sposób największy libertador Ameryki Łacińskiej miał firmować reformy wprowadzane pod hasłem „Socjalizmu XXI wieku”. Dzięki nowym uprawnieniom Chavez swobodnie mógł wprowadzać w życie wszystkie swoje lewicowe pomysły. Finansowym zapleczem dla jego działań stała się państwowa spółka naftowa PDVSA. Dzięki olbrzymim dochodom z ropy udało się zrealizować liczne projekty społeczne, które nazwano „misjami”. Są to na przykład: Misja „Robinson” – nauka czytania i pisania dla najbiedniejszych, Misja „Hábitat” – budowa mieszkań socjalnych, Misja „Barrio Adentro” – bezpłatna opieka medyczna, Misja „Mercal” – sieć dystrybucji taniego jedzenia etc. Wraz z reformami zwiększała się inflacja (obecnie na poziomie około 28%) , a z kraju odpływał kapitał. Comandante jednak bohatersko walczył ze wszystkimi problemami, które istnieją tylko w socjalizmie.

Za pomocą „misji” Chavez stara się poprawić sytuację najbiedniejszych/fot. Liliana Sharma

W 2002 roku zdarzyło się coś niezwykłego. W wyniku zamachu stanu Chavez został odsunięty od władzy. Jednak już po 48 godzinach na skutek społecznych protestów i reakcji części wojskowych powrócił do sprawowania urzędu. W 2006 roku ponownie został wybrany głową państwa większością 63% głosów. Przedstawił koncepcję powołania partii politycznej jednoczącej wszystkie organizacje popierające rewolucję boliwariańską. Wkrótce potem powstała Zjednoczona Partia Socjalistyczna Wenezueli. W 2007 roku prezydent próbował wprowadzić kolejną nowelę konstytucji. Po raz pierwszy przegrał. Ogłosił jednak referendum dwa lata później i tym razem się udało. Zostało wtedy między innymi zniesione ograniczenie w ilości kadencji w wyborach prezydenckich.

Plakat nawołujący do utworzenia Zjednoczonej Socjalistycznej Parti Wenezueli. Caracas 2007 rok/ fot. Liliana Shatma

W tej kampanii hasłem wyborczym było „Serce mojej ojczyzny”. Słuchając piosenek zachęcających do głosowania na „el comandante”, mamy przekonanie, że tak jak nie można zmienić koloru swojej skóry czy koloru krwi płynącej w żyłach, tak samo nierealna wydaje się zmiana władzy w Wenezueli. Chavez staje się synonimem patrioty i ojca ojczyzny.

Spot wyborczy Hugo Chaveza:


 

Prezydent zapowiedział kontynuację dotychczasowych działań oraz pogłębianie reform. Straszył, że jeśli zwycięży jego główny kontrkandydat Henrique Capriles, to nastąpi powrót do polityki neoliberalnej i podporządkowania Stanom Zjednoczonym. Więcej, że może dojść do wojny domowej. Tylko poparcie dla Chaveza zapewni stabilizację, pokój i dalsze reformy.

Henrique Capriles Radonsky – „inna droga”

Henrique Capriles jest 40-letnim adwokatem, reprezentującym partię „Najpierw Sprawiedliwość”. Karierę polityczną rozpoczął już w wieku 25 lat, kiedy wybrano go deputowanym. Został najmłodszym przewodniczącym niższej izby parlamentu. Pomiędzy 2000, a 2008 rokiem był burmistrzem gminy Baruta, w stanie Miranda. W końcu objął stanowisko gubernatora całego stanu.

Henrique Capriles Radonski. Czy ten „chudzielec”, jak go nazywają ma szanse wygrać?/ fot. Wikipedia

Z pewnością jego młodość i energia były w tej kampanii olbrzymim atutem. Postawił na bezpośredni kontakt z ludźmi. Jeździł od wioski do wioski, od miasta do miasta. Tylko w ostatnim tygodniu przed wyborami odwiedził 22 stany. Kontrast pomiędzy przystojnym, młodym mężczyzną w czapce bejsbolówce (do tego singla, okrzykniętego najbardziej pożądanym kandydatem na męża wśród Wenezuelek), a schorowanym Chavezem w berecie spadochroniarza musiał dostrzec każdy. „Comandante” gromadził wielotysięczne tłumy przy pomocy administracji państwowej i zdyscyplinowanych lokalnych działaczy, po czym rozpoczynał swoje niekończące się przemówienia okraszane żartami i przyśpiewkami. Spotkania z Caprilesem wydawały się bardziej spontaniczne, wypowiedzi kandydata były krótkie i konkretne.

Hasło kampanii Radonskiego brzmiało: „Jest droga”. Możemy przez to rozumieć, że po 14 latach autorytarnych rządów Chaveza jednak zmiana jest możliwa, a socjalizm XXI wieku to nie jedyna droga dla Wenezueli. Aż chciałoby się powiedzieć za Hernando de Soto, że istnieje „Inny Szlak”.

Spot wyborczy Caprilesa („Z Caprilesem jest droga dla wszystkich”):

Lider partii „Najpierw Sprawiedliwość” nie proponuje skrajnych rozwiązań, trudno przedstawić go jako kandydata o poglądach wyraźnie prawicowych, jako anty – Chaveza w każdym calu. Stawia on na umiarkowane reformy, zbliżone do tego co zrobił Lula da Silva w Brazylii. Nie odżegnuje się również od wszystkich posunięć obecnej głowy państwa. Jest on na przykład zwolennikiem „misji”. Obiecuje ich utrzymanie oraz polepszanie, a nawet zagwarantowanie ich istnienia w konstytucji. Pytany o prywatyzacje, nie przedstawia wielkich planów w tym zakresie. Uważa że naftowy gigant PDVSA powinien pozostać w rękach państwa, ale uzyskać jednocześnie autonomię. Chavez odpowiada na te propozycje od razu, że będzie to powrót do „Wenezueli – saudi”, czyli władzy naftowych baronów niezależnych od rządu.

Postulaty Caprilesa wydają się w wielu punktach niespójne. Chce on zachować „zdobycze socjalizmu”, a jednocześnie przebudować system. Krytykuje na przykład zbyt dużą pomoc finansową Wenezueli dla innych „bratnich państw”, która zapewnia jej pozycję hegemona w regionie. Mówi o zmianie relacji z Kubą. Strona rządowa odbija od razu piłeczkę, zaznaczając że np. bez pomocy kubańskich lekarzy misja „Barrio Adentro” nie byłaby możliwa do zrealizowania. Radonsky zapowiada, że po zwycięstwie odwiedzi najpierw Kolumbię i Brazylię, a stosunki międzynarodowe będzie budował na zasadzie partnerstwa.

Spot wyborczy Caprilesa („Tysiące i tysiące z Caprilesem”):

Chavez stara się przedstawić swojego kontrkandydata jako krwiożerczego kapitalistę, ukrywającego przed społeczeństwem pakiet skrajnych gospodarczych reform. Trudno stwierdzić, jak po zwycięstwie zachowa się Radonsky, ale na pewno w Wenezueli słowo „neoliberalizm” nie kojarzy się najlepiej, dlatego większość polityków, nawet tych prawicowych stara się by nie przylepiono im tej łatki. Ludziom przychodzi bowiem od razu na myśl „Caracazo”, czyli protest biedoty w stolicy kraju w 1989 przeciwko liberalnym reformom rządu, który zakończył się śmiercią wielu osób.

Wenezuela – kraj niebezpieczny

Jednym z głównych tematów tej kampanii było bezpieczeństwo w Wenezueli, a raczej jego brak. Kiedy Chavez doszedł do władzy pod koniec dekady lat 90-tych sytuacja nie wyglądała dobrze. Jak podaje w wywiadzie dla BBC Mundo Roberto Briceño z Wenezuelskiego Obserwatorium Przemocy (OVV), było wtedy 19 zabójstw na 100 tysięcy mieszkańców, ale obecnie jest to już 67 zabójstw. Nastąpił więc ponad trzykrotny wzrost i to przy braku wojny domowej czy wyraźnych konfliktów wewnętrznych. Dla porównania w Meksyku, w którym toczy się krwawa wojna z gangami narkotykowymi mamy 18 zabójstw na 100 tysięcy mieszkańców. Wenezuela stała się jednym z najbardziej niebezpiecznych państw na świecie, a Caracas uznaje się obecnie za drugie najbardziej niebezpieczne miasto w Ameryce Łacińskiej po San Pedro Sula w Hondurasie.

Policjanci może ładnie pozują do zdjęć, ale ich skuteczność w łapaniu przestępców jest znikoma/ fot. Liliana Sharma

Briceño wyjaśnia, że Chavez uznał, iż najlepszym sposobem na walkę z przemocą będzie zmniejszenie biedy i nierówności społecznych. I faktycznie w ostatnich trzynastu latach doprowadzono do tego, że poziom ubóstwa spadł z 49% do 29% (średnia dla Ameryki Łacińskiej to 26%), a współczynnik Giniego (określający poziom nierówności społecznych) jest tu obecnie najniższy ze wszystkich krajów w regionie. Wydaje się, że jednocześnie państwo zupełnie zaprzestało ścigania przestępców. W 1998 roku na każde 100 zabójstw było 118 zatrzymań przez policję, w 2011 na każde 100 zabójstw jest… 9 zatrzymań. Mordercy mogą czuć się zupełnie bezkarni.

W Caracas trzeba mieć się na baczności nawet na głównych ulicach w centrum miasta/ fot. Liliana Sharma

Tak wysoka przestępczość przekłada się nie tylko na jakość życia Wenezuelczyków, ale również na spadek dochodów z turystyki. Zagraniczny przybysz pierwsze, co musi zrobić po wyjściu z samolotu w Caracas, to negocjować z podejrzanymi typkami kurs wymiany dolara na lokalną walutę. Oficjalny kurs jest bowiem dużo gorszy od czarnorynkowego. Następnie musi przez cały pobyt w tym przepięknym kraju pilnować się by nie zostać napadniętym i ograbionym. 

Turyści często boją się przyjeżdżać do Wenezueli. Plaża w Santa Fe/ fot. Liliana Sharma

Przemoc jest w Wenezueli na porządku dziennym. Nawet końcówka tej kampanii prezydenckiej była dramatyczna. W miniony weekend w Barinas, na zachodzie kraju zwolennicy Chaveza zabili trzech uczestników marszu poparcia dla Caprilesa.

Dlaczego tym razem może być inaczej?

Przyzwyczailiśmy się, że w Wenezueli wszystko pozostaje bez zmian od lat, a Hugo Chavez stworzył swoje petro – imperium w Ameryce Łacińskiej i nadaje ton wydarzeniom w regionie. Część komentatorów zwraca jednak uwagę, że te wybory mogą rzeczywiście coś zmienić. Sondaże są bardzo różne i trudno do końca im ufać. Jak podkreśla były minister i dyrektor dziennika „Tal Cual” Teodor Petkoff wyraźnie widać, że poparcie w ostatnim czasie dla Caprilesa rosło i przybliżył on się w sondażach do urzędującego prezydenta. W niektórych ma nawet nieznaczną przewagę.

Miguel Angel Bastenier, dziennikarz hiszpańskiego El Pais uważa, że jest to dobry moment na zmianę u władzy. Wskazuje on, że po raz pierwszy od lat opozycja w Wenezueli rzeczywiście poparła mocno jednego kandydata. Hugo Chavez ma raka i mało kto wierzy, że będzie w stanie jeszcze przez wiele lat sprawować najwyższy urząd. Dodatkowo Capriles jest młody i niespecjalnie obciążony związkami z IV Republiką, czy zamachem stanu na Chaveza w 2002 roku, co wypominano kandydatom z ubiegłych lat.

Argentyński dziennikarz Andrés Oppenheimer dochodzi do wniosku, że „Capriles jest wyjątkowym kandydatem, który ma większe szanse wygrać z Chavezem niż którykolwiek z poprzednich liderów opozycji. Wygra, czy przegra w niedzielę, może i tak zakończyć jako zwycięzca”. Radonsky zgromadził bowiem olbrzymi potencjał społeczny, który może mieć swoje przełożenie również na przyszłoroczne wybory burmistrzów i gubernatorów. Zmiany więc już się rozpoczęły.

Czy Wenezuelczycy obudzą się w poniedziałek w innym kraju?/ fot. Liliana Sharma

Otwarte pozostaje jeszcze pytanie o uczciwość procesu wyborczego. W Wenezueli przebywa co prawda już od kilku dni grupa obserwatorów z Unii Narodów Południowoamerykańskich (UNASUR), ale część przedstawicieli opozycji wątpi czy ich obecność będzie gwarantem, że nie dojdzie do fałszerstw.

Wszystko, co wydarzy się w Wenezueli przez kolejne sto lat, będzie zależało od tego co stanie się w niedzielę 7 października” – powiedział w czasie jednego z wieców wyborczych Hugo Chavez z właściwym sobie patosem. Nikt nie ma jednak najmniejszych wątpliwości, że wynik jutrzejszych wyborów będzie miał wpływ na Wenezuelę, Amerykę Łacińską i cały świat. 

autor tekstu: Ola Plewka – Szmigiel

politolog, latynoamerykanistka, podróżniczka, pilot wycieczek i przewodnik po Warszawie

Komentarze facebookowe:

Komentarze (y)

Reklama

One Response to Czy Dawid pokona Goliata? Już jutro wybory w Wenezueli

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.