Baños i ostatni wieczór u naszej kochanej rodziny

Podziel się

Z samego rana Fabian odprowadza nas na autobus do Baños. Chcemy z tego oddalonego o półtorej godziny jazdy od Riobamby miasteczka wybrać się na wycieczkę rowerową do pobliskich wodospadów. Krajobrazy po drodze są przepiękne. Mijamy malownicze, potężne szczyty Andów, autobus balansuje z gracją nad przepaścią. Docieramy do Baños – uroczego, małego miasteczka. Ekwador zaskakuje nas na każdym kroku.

Słodkie ciągutki - przysmak typowy dla Baños/ fot. Marcin Plewka

Słodkie ciągutki – przysmak typowy dla Baños/ fot. Marcin Plewka

Wypożyczamy za pięć dolarów od osoby rowery i zjeeeeeeeżdżamy! Tak, bo droga prawie cały czas prowadzi w dół. Naprawdę warto odbyć taką wycieczkę. Docieramy w końcu do pierwszego dużego wodospadu na trasie „Manto de la Novia” („płaszcz panny młodej”). Tutaj czeka na nas kilka atrakcji. Wsiadamy do tarabita (rodzaj kolejki linowej), zawieszonej nad rzeką Pastaza. Po dotarciu na drugą stronę, schodzimy po zboczu góry i przechodzimy długim wiszącym mostem do stóp wodospadu.
Na końcu trasy czeka na nas jeszcze jeden wodospad „Nariz del Diablo” („nos diabła”). W towarzystwie poznanej w drodze pary Amerykanów, która spędza w Ekwadorze „miesiąc poślubny”, jemy frytki i popijamy litrowym piwem. Wracamy do Baños zatrzymanym na stopa pickup’em.

Rowerem z Banos w stronę Puyo/ fot. Marcin Plewka

Rowerem z Banos w stronę Puyo/ fot. Marcin Plewka

Wkrótce jesteśmy znów w Riobamba, gdzie razem z całą rodziną udajemy się na mszę. Po mszy dom naszych gospodarzy wypełnia się gośćmi. Pomagam Marii podać kolację. Razem z innymi kobietami zaczynają dyskutować o sytuacji w kraju. Narzekają na potworną korupcje i przewidują, że może się w Ekwadorze wydarzyć coś podobnego jak w Boliwii (zwycięstwo lewicowego populisty).

Marcin pod wodospadem Manto de la Novia/ fot. Ola Szmigiel

Marcin pod wodospadem Manto de la Novia/ fot. Ola Szmigiel

Przenosimy się do pokoju z telewizorem. Podchodzi do mnie Izaak i mówi mi po polsku, że mam ładny nos. Marcin zainicjował zabawę, która będzie się ciągnęła przez pół wieczoru… Słyszę, więc od ekwadorskich dzieci, że jestem gruba, żebym spojrzała w lustro, żebym lepiej wyszła do kibla i inne rzeczy, których nauczył ich mój mądry brat. On również może z ust Estebana i Izaaka usłyszeć różne idiotyzmy, które są z kolei owocem mojej inwencji. Dzieciaki naprawdę świetnie się przy tym bawią. Nam jest bardzo przykro, że to już ostatni wieczór w tej kochanej rodzinie.

Ostatni wieczór u naszej rodziny w Riobamba/ fot. Marcin Plewka

Ostatni wieczór u naszej rodziny w Riobamba/ fot. Marcin Plewka

Żebyśmy mieli pamiątkę Maria, robi dla nas bransoletki z koralików w kolorach ekwadorskiej flagi.

autor tekstu: Ola Plewka – Szmigiel

politolog, latynoamerykanistka, podróżniczka, pilot wycieczek i przewodnik po Warszawie

« poprzedni post
 
następny post »

Komentarze facebookowe:

Komentarze (y)

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.